Mirabelka w swej delikatnej, błękitnej księżniczkowej sukni powoli szła przed siebie. Gwiazdy świeciły prawie tak samo jasno co Pan Księżyc, jak go w myślach nazwała. Szła. Przy ścianie lasu, tak jej się wydadawało, bo dalej naprawdę była tylko niewielka linia drzew za ktorą leżało pole ze starym sadem i samotną kobietą w dużym gospodarstwie. Ale o tym Mirabelka nie wiedziała.
Spaliśmy już wtedy, kiedy księżniczka odkryła wejście do budynku, oraz wieżę ze starymi schodami.
Cały ten niewielki zameczek był biały i co dziwne nie tyle stary, co nigdy nie ukończony, a stary. To bylo troche tak jak coś, co zaczęło się już starzeć, ale tym czym miało być przed zestarzeniem włąściwie nigdy się nie stało tak do końca.
- Ja się stałam na pewno - pomyślała w duchu Mirabelka, choc wcale nie dlatego, żeby się w tym upewnić. Pomyślała, żeby nie czuć się samotnie. Bo czuła się z lekka samotnie.
Na szczycie zameczku był nieogrodzony, smołowany dach i jeszcze bliższe niebo z Panem Księżycem i jego Gwiazdami. Czemu pomyślała że były jego? Może dlatego, że świecili wszyscy, ale okrąg wokół Pana Księżyca był w samym centrum lśnienia.
Proste, naiwne myśli. Jak nie Księżniczka. No ale z drugiej strony Mirabelka istniała za krótko, żeby poczuć co to znaczy Księżniczka. wiedziała tylko że była nią. Choćby po tym, że nosiła księżniczkową sukienkę.
Zeszła z powrotem. Kusiło ją alby zwiedzić również lochy zameczku, ale było tam za ciemno i trochę strasznie, a księżniczce nawet jeśli się nie bała jak Mirabelka teraz, po prostu nie wypadało.
Wyszła z zamku. Poszła w kierunku zauważonej starej chaty. Widać było że mieszkańcy dawno opuścili domostwo. Belki w dachu przegniły i dach prawie zapadł się do środka. Ale dało się wejść do środka. Mirabelka zobaczyła przez starą, zakurzoną szybkę stare łóżko i popękany, brudny kaflowy piec.
Noc w pełni. Magicznie na polanie obok lasu... Poszła dalej, w kierunku polany ze starym, ale niskim mimo to sadem. "Aha, to już druga rzecz w stylu niezbudowanego-ale-starego-zameczku. Absurdalnie piękna ta noc. Miło być taką Księżniczką". Myślała Mirabelka przedzierając się przez posrebrzane przez Pana Księżyca delikatne trawy.
Tak w zachwycie idąc przez noc, Mirabelka nie mogła zauważyć kiedy ze starej chaty wybiegło małe stworzonko. Ruchliwe, ciekawskie ale trochę strachliwe. Mieszkało za tamtym starym kaflowym piecem, a przez to że w swoim życiu widywało tylko Myszy, Pająki i Ptaki, to trochę zdziczało.
Mirabelka była z innego świata. Była Księżniczką, choć biedne stworzonko nawet nie wiedziało, kto to jest Księżniczka. I jak ma na imię. Ha! Stworzonko, mimo że zdziczałe troszeczkę miało imię. Nawet mimo że nie miało pojęcia co to jest pismo, wiedziało jak jego imię wygląda.
Stworzonko nazywało się Tonik.
Bardzo spodobało mu się to słowo. Tonikiem był od kilku miesięcy. Wtedy to dwóch turystów odpoczywało na polanie koło jego chaty rozmawiało o czymś i kilkakrotnie powiedziało "Tonik", lub "Toniku" . Potem pili coś przeźroczystego z plastykowej butelki. Z zachwytem powtarzali to słowo. Potem zostawili puste naczynie i poszli dalej. Stworzonko wybiegło przed chatkę, porwało butelkę do środka i postawiło pod starym stołem stojącym niedaleko pieca, za którym mieszkał. Zastanawiało się trochę, które z dwóch podobnych słów podobało mu się bardziej...
- Tonik... - powtorzyło z pamięci powoli Stworzonko i już wiedziało jak ma na imię. Nie musiało nawet myśleć drugim słowie, "Toniku" (myślenie sprawia małym stworzonkom trochę więcej wysiłku niż np. Księżniczkom)
Tonik widział Mirabelkę dobrze. Szła w niewielkiej jak dla Księżniczki, ale wielkiej jak dla Tonika odległości. Ponieważ stworzonko bało się przestraszyć Mirabelkę, zachowywało się cicho.
Księżniczka szła powoli. Zachwycała się, chłonęła tą magiczną noc. Pierwszą noc w jej życiu. Zbliżała się do starego-ale-niskiego sadu. Szła pośrodku dwóch rzędów drzew tworzących ten długi, ale wąski owocowy ogród. Niedaleko było jakieś gospodarstwo. Mieszkała tam samotna gospodyni. Widać było światło zapalone w oknie. Ale całość spowijał mrok.
Tonik wyprzedził Mirabelkę.
Wzgórze obniżało się. Aleja sadu kończyła się połączeniem z piaszczystą drogą, przecinającą łągodnie opadający garb wzgórza.
Stworzonko zobaczyło teraz Mirabelkę. Jej twarz z lewej strony zdobiła długa grzywka. Z prawej lśniące w świetle Pana Księżyca i jego Gwiazd włosy, były przycięte krócej. Stworzonko nigdy nie widziało kogoś tak pięknego i delikatnego jak Ona. Suknia lśniła delikatnie.
Tonik patrzył i patrzył....
Wiedział że droga prowadzi do wsi, a idąc w drugim kierunku natknie się na stary cmentarz. Tam było bezpiecznie. Tonik postanowił wyprzedzić Mirabelkę i pomknął w drogę zmianiającą się w delikatny wąwóz wzdłuż ktorego rosły rzędy wysokich drzew.
Zaczynał się las...
na marginesie
hm... że tak się Agravka przyzna...
inspiracja postacią ze Świata Dysku pana Pratchetta
Ogólnie Andrews, który
Posiadał osiem osobowości (Jossi, lady Hermiona, Sidney, pan Viddle, Kędzierzawy, Sędzia, Druciarz, Burke). Mieszkał pod Bezprawnym Mostem wraz z Kaczkomanem, Kaszlakiem Henrym, Arnoldem Bocznym i Paskudnym Starym Ronem.
Mirabelka tylko dwie osobowości. No i nie jest żadna "ogólnie". Szczególna jest.
Co do Almerii to może kiedyś się w niej ujawni. ale to zupełnie inna bajka...



